środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział II

*Harry*

Nie mogłem w to uwierzyć. Przez najbliższe trzy tygodnie będę dzielił pokój z Louisem! Nie to, że się nie cieszę, bo w duchu cały się trzęsę z radości, ale jednak miałem nadzieję, że będę w pokoju z Mattym. Do niego mam przynajmniej zaufanie, że nic mi nie zrobi (no prawie, bo obawiam się, że on może być niebezpieczny dla siebie i otoczenia), a Lou? Bóg jedyny wie po co się tak do mnie przyczepił... Lubię go, ale nie mam pewności, że w nocy nie okradnie mnie, albo nie zgwałci... Dobra, to drugie jest nierealne, ale wiecie o co mi chodzi. Odszukałem wzrokiem Matty'ego. Chyba trafił mu się Stan, bo teraz zawzięcie o czymś dyskutowali. Niestety nie mogłem ich usłyszeć, bo stali na drugim końcu korytarza, a tłum ludzi zagłuszał ich. Postanowiłem spojrzeć na Louisa. Chłopak stał obok mnie uśmiechnięty od ucha do ucha bawiąc się rąbkiem mojej czerwonej koszuli, zawiązanej rękawami wokół pasa. Lou skierował swoje niebieskie tęczówki na moją twarz.
- Mogę zapytać Cię co robisz z moją koszulą?- zapytałem i posłałem mu zdziwione spojrzenie.
- Nic... - szybko puścił moją koszulę ze skruszoną miną – przepraszam – dopowiedział spuszczając wzrok.
- Okej, nic się nie stało.- uśmiechnąłem się i po chwili zostałem obdarowany tym samym. Nie trwało to długo, bo kilka sekund później podszedł do nas pan Fitz. Spojrzał najpierw na mnie, a później na Louisa
- Trzecie piętro – powiedział podając mi klucz – współczuję...nie ma windy.- dodał po chwili.
Spojrzałem na Louisa, jego uśmiech już nie był taki szeroki. Wyrwał mi z ręki klucz i spojrzał na niego. W pewnym momencie zaczął się śmiać zginając się w pół. Szturchnąłem go lekko w ramie, bo zorientowałem się, że patrzy na nas cała wycieczka. Lou momentalnie przestał wydawać z siebie jakiekolwiek odgłosy.
- Co Cię tak bawi?- zapytałem ze zdezorientowaniem w głosie. Pokazał mi klucz z wielkim bananem na twarzy. Spojrzałem na niego i też zacząłem się śmiać.
- Sze... sze... sześćdziesiąt dziewięć? - próbowałem powiedzieć przez łzy.
- No nieźle nie? My to mamy farta, lol.
- Dobra, chodź – moje próby uspokojenia się były coraz bardziej nieudane, ale podniosłem walizkę i ruszyłem w stronę schodów.

*Louis*

No nareszcie! Harry ze mną rozmawia! No i nawet się ze mną pośmiał. No dobra muszę przestać ciągle o nim myśleć... On zaprząta mój cały umysł. Po przejściu jakichś 100 schodów byłem wyczerpany, a został nam jeszcze cały korytarz do pokonania... Wydawało mi się, że ma jakieś 5 kilometrów ( miał niecałe 100 metrów, ale pomińmy ten fakt). Szedłem za Harrym ciągnąc swoją walizkę. Nagle chłopak zatrzymał się przed drzwiami. Omal na niego nie wpadłem. Spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Chyba się zarumieniłem... Zrobiło się trochę niezręcznie, cofnąłem się o dwa kroki do tyłu. Harry wyciągnął rękę do drzwi i otworzył zamek, przekręcając klucz. Weszliśmy do pokoju i zanim zdążyłem się obejrzeć mój „współlokator” skoczył na łóżko pod ścianą.

- Zamawiam! - krzyknął – jest moje! - dodał z uśmiechem na twarzy. Spostrzegłem drugie łóżko pod oknem. Podszedłem do niego i położyłem na nim swoją walizkę.

*__*

  No więc, drugi rozdział! Postanowiłam, że od tej pory to fanfiction piszę TYLKO I WYŁĄCZNIE dla mojej kochanej Wiktorii, która z chęcią (mam nadzieję :/ ) czyta moje wypociny. Dziękuję Wiktoria, i dedykuję to opowiadanie tobie :*. A tak w ogóle to myślę, że napiszę całe opowiadanie jako Harry, bo jakoś mi nie idzie z punktu widzenia Lou... pozdrawiam :> 

2 komentarze:

  1. Jest super jak czytałam to śmiałam się z nimi ( Sze... sze... sześćdziesiąt dziewięć ) czekam na 3 rozdział .
    TEŻ CIĘ KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo... nie wiem jak tu trafiłam, ale mniejsza z tym xd. Pewnie wpadnę tu jeszcze pare razy ^^. Rozdział super, zobaczymy jak sie to dalej potoczy.
    Pozdrawam, xx
    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń