* Harry *
Nawet
nie wiem kiedy znaleźliśmy się na lotnisku i czekaliśmy na swoje
bagaże. Gdy zobaczyłem, że na taśmie nadjeżdża moja walizka
podszedłem do niej spokojnym krokiem. Chwyciłem ją i odszedłem
nieco dalej, aby inni mogli zrobić to samo ze swoimi pakunkami.
Wyciągnąłem z plecaka swój telefon i zacząłem pisać sms'a do
mamy. W treści zawarłem mniej więcej to, że właśnie
wylądowaliśmy. Kiedy naciskałem akurat 'Wyślij' ktoś podszedł
do mnie.
-
Co tam robisz?- zapytał Louis. Tak, ten sam Louis, który siedział
ze mną w samolocie. Ten sam Louis, który boi się latać. Ten sam
Louis, który tak strasznie się wszystkim podoba. Ten, który mnie
się podoba. Pewnie teraz myślicie sobie, że przecież to nie
dziewczyna. Wiem o tym. Wolę chłopców, albo jakby to
profesjonalniej nazwać, jestem gejem. To, że jestem trochę inny
przyznałem
sam przed sobą jakiś rok temu. Wszyscy o tym wiedzą. W szkole
miałem małe nieprzyjemności związane z moją orientacją, ale
tydzień później wszyscy dali sobie spokój.
-
Piszę do mamy, że jesteśmy już na lotnisku - odparłem - żeby się
nie martwiła - dopowiedziałem szybko.
-
Jasne... Dzięki, że mi przypomniałeś. - odpowiedział Lou i
wyciągnął własny telefon zaczynając pisać wiadomość do
rodzicielki. Chwilę później usłyszeliśmy nauczyciela
angielskiego, pana Fitza. Nie był stary. Wyglądał na jakieś 25
lat. Był drugim z kolei obiektem westchnień w szkole, oczywiście zaraz po Lou.
-
Dobrze. Stańcie w dwójkach. Policzę was, żeby nikt się nie
zgubił jak Matty w tamtym roku...- Matty to mój kuzyn. Jest
trochę... jakby to ująć...um... niezdarny. W tamtym roku poszedł
do toalety na lotnisku i nauczyciele zapomnieli o nim i była nie mała afera, ale to już
inna historia. Rozejrzałem się wokół w celu odnalezienia go
wzrokiem. Chciałem, aby stanął obok mnie gdy Fitz będzie nas
liczyć, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Nagle podszedł Louis.
-
Mogę tu stać? - zapytał.
-
Um... do... dobrze – zająknąłem się lekko, gdyż w jego
towarzystwie czułem się nieco dziwnie. W końcu nie codziennie król
szkoły
zwraca uwagę na kogoś takiego jak ja, czyli tą niższą partię.
Szatyn posłał mi lekki uśmiech, który ja nieśmiało
odwzajemniłem.
-
Matty jest? - znów usłyszeliśmy nauczyciela, tym razem biologii, pana Jonesa.
-
Tu jestem! - zawołał mój Selley po czym wszyscy zaczęli się
śmiać. Biedny Matty nie wiedział o co chodzi.
-
Okey, to możemy już iść.- powiedział opiekun.
*
Louis *
Pewnie
zastanawiacie się dlaczego w samolocie usiadłem z Harrym, a nie z
żadnym moim przyjacielem? Otóż okazało się, że oni tak naprawdę
nie istnieją. Tak, po wyznaniu im pewnej rzeczy wszyscy
dotychczasowi przyjaciele
odwrócili
się ode mnie. A dlaczego wybrałem właśnie Harrego? Pomyślałem,
że pod pewnym względem jesteśmy do siebie podobni. I nie myliłem
się. Wszyscy mówią, że jestem królem szkoły. Ale jaki tam ze
mnie król? Jestem taki jak inni. Przez te kilka godzin spędzone w
towarzystwie Harrego, w samolocie trochę go poznałem. Nawet jeśli
zamieniliśmy ze sobą dwa zdania. Wiem na przykład jakiej słucha
muzyki i to co wszyscy w szkole, czyli, no... że jest...um... jest
gejem. Nie lubię tego słowa, wybaczcie. Jest miły, ale trochę
zamknięty w sobie. Chyba nie mówi zbyt dużo. Za to ja dzięki moim
czterem młodszym siostrom mógłbym gadać i gadać. Chciałbym
bliżej poznać Stylesa i jego loki. Właściwie to mi się one
podobają. Są fajne. Nawet nieźle w nich wygląda. Nie mogę sobie
go wyobrazić w prostych włosach. Dobra, zmieńmy temat. Gdy
weszliśmy do hotelu gdzie mieliśmy mieszkać przez najbliższe trzy
tygodnie niektórzy uczniowie najwyraźniej nie byli zadowoleni. Ale
ja cieszyłem się, że padło na to miejsce. Przynajmniej jest
zadbany, a co najważniejsze jest blisko Wieży Eiffla. Pokoje miały
być pięcioosobowe, ale recepcjonistka poinformowała nas, że
większość jest zajęta, więc zostały nam dwuosobowe. Najgorsze
było to, że nie mogliśmy dobrać się sami. Nawet nie wiem kogo
bym wybrał. Przyjaciół nie mam, a Harry pewnie byłby ze swoim
kuzynem. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś wymienia moje
nazwisko.
-
Tomlinson. Tobie przypada na trzy najbliższe tygodnie... hmmm... -
pan Jones się rozejrzał – Styles! Tak, będziesz w pokoju ze
Stylesem. - Później mamy...- Jones kontynuował, ale ja nie
słuchałem, bo myślałem jak rozpocząć kolejną rozmowę ze swoim
przyszłym współlokatorem.
*__*
Ok , ok, tak wiem trochę długo to trwało, ale myślę, że nic się nie stało, bo i tak nikt tego nie czyta. Zresztą uważam, że to ff nie odniesie jakiegoś większego sukcesu i jak już, to przeczyta to jakaś mała garstka osób... Ale i tak jeśli ktoś to przeczyta to proszę o komentarz, choćby krótki, żebym wiedziała, że mam w ogóle dla kogo pisać. Bo sama dla siebie to mogę to sobie ułożyć w głowie... Wiem, że krótkie rozdziały, ale jestem początkująca i mój mózg nie wyrabia :) No dobra nie będę się zbyt rozpisywać... Pozdrawiam was wszystkich :*
Marchewkowy Larry ☺
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz