niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział I

* Harry *
Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na lotnisku i czekaliśmy na swoje bagaże. Gdy zobaczyłem, że na taśmie nadjeżdża moja walizka podszedłem do niej spokojnym krokiem. Chwyciłem ją i odszedłem nieco dalej, aby inni mogli zrobić to samo ze swoimi pakunkami. Wyciągnąłem z plecaka swój telefon i zacząłem pisać sms'a do mamy. W treści zawarłem mniej więcej to, że właśnie wylądowaliśmy. Kiedy naciskałem akurat 'Wyślij' ktoś podszedł do mnie.
- Co tam robisz?- zapytał Louis. Tak, ten sam Louis, który siedział ze mną w samolocie. Ten sam Louis, który boi się latać. Ten sam Louis, który tak strasznie się wszystkim podoba. Ten, który mnie się podoba. Pewnie teraz myślicie sobie, że przecież to nie dziewczyna. Wiem o tym. Wolę chłopców, albo jakby to profesjonalniej nazwać, jestem gejem. To, że jestem trochę inny przyznałem sam przed sobą jakiś rok temu. Wszyscy o tym wiedzą. W szkole miałem małe nieprzyjemności związane z moją orientacją, ale tydzień później wszyscy dali sobie spokój.
- Piszę do mamy, że jesteśmy już na lotnisku - odparłem - żeby się nie martwiła - dopowiedziałem szybko.
- Jasne... Dzięki, że mi przypomniałeś. - odpowiedział Lou i wyciągnął własny telefon zaczynając pisać wiadomość do rodzicielki. Chwilę później usłyszeliśmy nauczyciela angielskiego, pana Fitza. Nie był stary. Wyglądał na jakieś 25 lat. Był drugim z kolei obiektem westchnień w szkole, oczywiście zaraz po Lou.
- Dobrze. Stańcie w dwójkach. Policzę was, żeby nikt się nie zgubił jak Matty w tamtym roku...- Matty to mój kuzyn. Jest trochę... jakby to ująć...um... niezdarny. W tamtym roku poszedł do toalety na lotnisku i nauczyciele zapomnieli o nim i była nie mała afera, ale to już inna historia. Rozejrzałem się wokół w celu odnalezienia go wzrokiem. Chciałem, aby stanął obok mnie gdy Fitz będzie nas liczyć, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Nagle podszedł Louis.
- Mogę tu stać? - zapytał.
- Um... do... dobrze – zająknąłem się lekko, gdyż w jego towarzystwie czułem się nieco dziwnie. W końcu nie codziennie król szkoły zwraca uwagę na kogoś takiego jak ja, czyli tą niższą partię. Szatyn posłał mi lekki uśmiech, który ja nieśmiało odwzajemniłem.
- Matty jest? - znów usłyszeliśmy nauczyciela, tym razem biologii, pana Jonesa.
- Tu jestem! - zawołał mój Selley po czym wszyscy zaczęli się śmiać. Biedny Matty nie wiedział o co chodzi.
- Okey, to możemy już iść.- powiedział opiekun.


    * Louis *
Pewnie zastanawiacie się dlaczego w samolocie usiadłem z Harrym, a nie z żadnym moim przyjacielem? Otóż okazało się, że oni tak naprawdę nie istnieją. Tak, po wyznaniu im pewnej rzeczy wszyscy dotychczasowi przyjaciele odwrócili się ode mnie. A dlaczego wybrałem właśnie Harrego? Pomyślałem, że pod pewnym względem jesteśmy do siebie podobni. I nie myliłem się. Wszyscy mówią, że jestem królem szkoły. Ale jaki tam ze mnie król? Jestem taki jak inni. Przez te kilka godzin spędzone w towarzystwie Harrego, w samolocie trochę go poznałem. Nawet jeśli zamieniliśmy ze sobą dwa zdania. Wiem na przykład jakiej słucha muzyki i to co wszyscy w szkole, czyli, no... że jest...um... jest gejem. Nie lubię tego słowa, wybaczcie. Jest miły, ale trochę zamknięty w sobie. Chyba nie mówi zbyt dużo. Za to ja dzięki moim czterem młodszym siostrom mógłbym gadać i gadać. Chciałbym bliżej poznać Stylesa i jego loki. Właściwie to mi się one podobają. Są fajne. Nawet nieźle w nich wygląda. Nie mogę sobie go wyobrazić w prostych włosach. Dobra, zmieńmy temat. Gdy weszliśmy do hotelu gdzie mieliśmy mieszkać przez najbliższe trzy tygodnie niektórzy uczniowie najwyraźniej nie byli zadowoleni. Ale ja cieszyłem się, że padło na to miejsce. Przynajmniej jest zadbany, a co najważniejsze jest blisko Wieży Eiffla. Pokoje miały być pięcioosobowe, ale recepcjonistka poinformowała nas, że większość jest zajęta, więc zostały nam dwuosobowe. Najgorsze było to, że nie mogliśmy dobrać się sami. Nawet nie wiem kogo bym wybrał. Przyjaciół nie mam, a Harry pewnie byłby ze swoim kuzynem. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś wymienia moje nazwisko.

- Tomlinson. Tobie przypada na trzy najbliższe tygodnie... hmmm... - pan Jones się rozejrzał – Styles! Tak, będziesz w pokoju ze Stylesem. - Później mamy...- Jones kontynuował, ale ja nie słuchałem, bo myślałem jak rozpocząć kolejną rozmowę ze swoim przyszłym współlokatorem.


*__*
Ok , ok, tak wiem trochę długo to trwało, ale myślę, że nic się nie stało, bo i tak nikt tego nie czyta. Zresztą uważam, że to ff nie odniesie jakiegoś większego sukcesu i jak już, to przeczyta to jakaś mała garstka osób... Ale i tak jeśli ktoś to przeczyta to proszę o komentarz, choćby krótki, żebym wiedziała, że mam w ogóle dla kogo pisać. Bo sama dla siebie to mogę to sobie ułożyć w głowie... Wiem, że krótkie rozdziały, ale jestem początkująca i mój mózg nie wyrabia :) No dobra nie będę się zbyt rozpisywać... Pozdrawiam was wszystkich :*
                                                                     Marchewkowy Larry 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz