HEJKA!!!!!111!!!!1!!1!!!!1!11
Coś mnie naszło, żeby opublikować posta..Wiem, że miało być fanfiction, no ale... dobra nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Możecie mnie zabić, chociaż i tak pozostanę żywa, gdyż nikt tego nie czyta, HA! Przepraszam! I to by było na tyle, ale może napiszę jakiegoś shota, hę? xx
Whenever I close my eyes I picture you there ☺
poniedziałek, 27 lipca 2015
poniedziałek, 20 października 2014
Hej kochani ^3^
Witam, witam. Mam dla was dwie wiadomości, jedną dobrą i jedną złą. Zaczynamy od złej: cóż, jak widać nie jest to III rozdział, a notka... pożegnalna, niestety :(. Przykro mi, ale muszę zawiesić bloga. Po prostu nie dawałam rady, wydaje mi się - to jest pewne - że nie jestem systematyczna...Ale spokojnie, nie żegnam się z wami na zawsze! ( oto ta dobra wiadomość :D ). Wymyśliłam sposób, aby was nie opuszczać!! No więc, ( tak, wiem nie zaczyna się zdania od ''no więc" ) pomyślałam, że może w ciągu roku napiszę opowiadanie, no przynajmniej się postaram, i we wakacje je opublikuję. Jeżeli będę odwieszać bloga to powiadomię was o tym.Na koniec: DZIĘKUJĘ za to, że przez te dwa mizerne rozdziały byliście ze mną i o dziwo czytaliście moje wypociny...No dobra dwie osoby to ( mały, ale jest XD ) tłum. OK, nie mam pojęcia co dalej napisać, więc powoli się z wami żegnam. Do zobaczenia - mam nadzieję - niedługo.
Pozdrowionka ~ Marchewkowy Larry <3
środa, 6 sierpnia 2014
Rozdział II
*Harry*
Nie mogłem w to
uwierzyć. Przez najbliższe trzy tygodnie będę dzielił pokój z
Louisem! Nie to, że się nie cieszę, bo w duchu cały się trzęsę
z radości, ale jednak miałem nadzieję, że będę w pokoju z
Mattym. Do niego mam przynajmniej zaufanie, że nic mi nie zrobi (no
prawie, bo obawiam się, że on może być niebezpieczny dla siebie i
otoczenia), a Lou? Bóg jedyny wie po co się tak do mnie
przyczepił... Lubię go, ale nie mam pewności, że w nocy nie
okradnie mnie, albo nie zgwałci... Dobra, to drugie jest nierealne,
ale wiecie o co mi chodzi. Odszukałem wzrokiem Matty'ego. Chyba
trafił mu się Stan, bo teraz zawzięcie o czymś dyskutowali.
Niestety nie mogłem ich usłyszeć, bo stali na drugim końcu
korytarza, a tłum ludzi zagłuszał ich. Postanowiłem spojrzeć na
Louisa. Chłopak stał obok mnie uśmiechnięty od ucha do ucha
bawiąc się rąbkiem mojej czerwonej koszuli, zawiązanej rękawami
wokół pasa. Lou skierował swoje niebieskie tęczówki na moją
twarz.
- Mogę zapytać Cię co
robisz z moją koszulą?- zapytałem i posłałem mu zdziwione
spojrzenie.
- Nic... - szybko puścił
moją koszulę ze skruszoną miną – przepraszam – dopowiedział
spuszczając wzrok.
- Okej, nic się nie stało.-
uśmiechnąłem się i po chwili zostałem obdarowany tym samym. Nie
trwało to długo, bo kilka sekund później podszedł do nas pan
Fitz. Spojrzał najpierw na mnie, a później na Louisa
- Trzecie piętro –
powiedział podając mi klucz – współczuję...nie ma windy.-
dodał po chwili.
Spojrzałem na Louisa, jego
uśmiech już nie był taki szeroki. Wyrwał mi z ręki klucz i
spojrzał na niego. W pewnym momencie zaczął się śmiać zginając
się w pół. Szturchnąłem go lekko w ramie, bo zorientowałem się,
że patrzy na nas cała wycieczka. Lou momentalnie przestał wydawać
z siebie jakiekolwiek odgłosy.
- Co Cię tak bawi?-
zapytałem ze zdezorientowaniem w głosie. Pokazał mi klucz z
wielkim bananem na twarzy. Spojrzałem na niego i też zacząłem się
śmiać.
- Sze... sze...
sześćdziesiąt dziewięć? - próbowałem powiedzieć przez łzy.
- No nieźle nie? My to mamy
farta, lol.
- Dobra, chodź – moje
próby uspokojenia się były coraz bardziej nieudane, ale podniosłem
walizkę i ruszyłem w stronę schodów.
*Louis*
No nareszcie! Harry ze mną
rozmawia! No i nawet się ze mną pośmiał. No dobra muszę przestać
ciągle o nim myśleć... On zaprząta mój cały umysł. Po
przejściu jakichś 100 schodów byłem wyczerpany, a został nam
jeszcze cały korytarz do pokonania... Wydawało mi się, że ma
jakieś 5 kilometrów ( miał niecałe 100 metrów, ale pomińmy ten
fakt). Szedłem za Harrym ciągnąc swoją walizkę. Nagle chłopak
zatrzymał się przed drzwiami. Omal na niego nie wpadłem. Spojrzał
na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Chyba się zarumieniłem... Zrobiło
się trochę niezręcznie, cofnąłem się o dwa kroki do tyłu.
Harry wyciągnął rękę do drzwi i otworzył zamek, przekręcając
klucz. Weszliśmy do pokoju i zanim zdążyłem się obejrzeć mój
„współlokator” skoczył na łóżko pod ścianą.
- Zamawiam! - krzyknął –
jest moje! - dodał z uśmiechem na twarzy. Spostrzegłem drugie
łóżko pod oknem. Podszedłem do niego i położyłem na nim swoją
walizkę.
*__*
No więc, drugi rozdział! Postanowiłam, że od tej pory to fanfiction piszę TYLKO I WYŁĄCZNIE dla mojej kochanej Wiktorii, która z chęcią (mam nadzieję :/ ) czyta moje wypociny. Dziękuję Wiktoria, i dedykuję to opowiadanie tobie :*. A tak w ogóle to myślę, że napiszę całe opowiadanie jako Harry, bo jakoś mi nie idzie z punktu widzenia Lou... pozdrawiam :>
niedziela, 13 lipca 2014
Rozdział I
* Harry *
Nawet
nie wiem kiedy znaleźliśmy się na lotnisku i czekaliśmy na swoje
bagaże. Gdy zobaczyłem, że na taśmie nadjeżdża moja walizka
podszedłem do niej spokojnym krokiem. Chwyciłem ją i odszedłem
nieco dalej, aby inni mogli zrobić to samo ze swoimi pakunkami.
Wyciągnąłem z plecaka swój telefon i zacząłem pisać sms'a do
mamy. W treści zawarłem mniej więcej to, że właśnie
wylądowaliśmy. Kiedy naciskałem akurat 'Wyślij' ktoś podszedł
do mnie.
-
Co tam robisz?- zapytał Louis. Tak, ten sam Louis, który siedział
ze mną w samolocie. Ten sam Louis, który boi się latać. Ten sam
Louis, który tak strasznie się wszystkim podoba. Ten, który mnie
się podoba. Pewnie teraz myślicie sobie, że przecież to nie
dziewczyna. Wiem o tym. Wolę chłopców, albo jakby to
profesjonalniej nazwać, jestem gejem. To, że jestem trochę inny
przyznałem
sam przed sobą jakiś rok temu. Wszyscy o tym wiedzą. W szkole
miałem małe nieprzyjemności związane z moją orientacją, ale
tydzień później wszyscy dali sobie spokój.
-
Piszę do mamy, że jesteśmy już na lotnisku - odparłem - żeby się
nie martwiła - dopowiedziałem szybko.
-
Jasne... Dzięki, że mi przypomniałeś. - odpowiedział Lou i
wyciągnął własny telefon zaczynając pisać wiadomość do
rodzicielki. Chwilę później usłyszeliśmy nauczyciela
angielskiego, pana Fitza. Nie był stary. Wyglądał na jakieś 25
lat. Był drugim z kolei obiektem westchnień w szkole, oczywiście zaraz po Lou.
-
Dobrze. Stańcie w dwójkach. Policzę was, żeby nikt się nie
zgubił jak Matty w tamtym roku...- Matty to mój kuzyn. Jest
trochę... jakby to ująć...um... niezdarny. W tamtym roku poszedł
do toalety na lotnisku i nauczyciele zapomnieli o nim i była nie mała afera, ale to już
inna historia. Rozejrzałem się wokół w celu odnalezienia go
wzrokiem. Chciałem, aby stanął obok mnie gdy Fitz będzie nas
liczyć, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Nagle podszedł Louis.
-
Mogę tu stać? - zapytał.
-
Um... do... dobrze – zająknąłem się lekko, gdyż w jego
towarzystwie czułem się nieco dziwnie. W końcu nie codziennie król
szkoły
zwraca uwagę na kogoś takiego jak ja, czyli tą niższą partię.
Szatyn posłał mi lekki uśmiech, który ja nieśmiało
odwzajemniłem.
-
Matty jest? - znów usłyszeliśmy nauczyciela, tym razem biologii, pana Jonesa.
-
Tu jestem! - zawołał mój Selley po czym wszyscy zaczęli się
śmiać. Biedny Matty nie wiedział o co chodzi.
-
Okey, to możemy już iść.- powiedział opiekun.
*
Louis *
Pewnie
zastanawiacie się dlaczego w samolocie usiadłem z Harrym, a nie z
żadnym moim przyjacielem? Otóż okazało się, że oni tak naprawdę
nie istnieją. Tak, po wyznaniu im pewnej rzeczy wszyscy
dotychczasowi przyjaciele
odwrócili
się ode mnie. A dlaczego wybrałem właśnie Harrego? Pomyślałem,
że pod pewnym względem jesteśmy do siebie podobni. I nie myliłem
się. Wszyscy mówią, że jestem królem szkoły. Ale jaki tam ze
mnie król? Jestem taki jak inni. Przez te kilka godzin spędzone w
towarzystwie Harrego, w samolocie trochę go poznałem. Nawet jeśli
zamieniliśmy ze sobą dwa zdania. Wiem na przykład jakiej słucha
muzyki i to co wszyscy w szkole, czyli, no... że jest...um... jest
gejem. Nie lubię tego słowa, wybaczcie. Jest miły, ale trochę
zamknięty w sobie. Chyba nie mówi zbyt dużo. Za to ja dzięki moim
czterem młodszym siostrom mógłbym gadać i gadać. Chciałbym
bliżej poznać Stylesa i jego loki. Właściwie to mi się one
podobają. Są fajne. Nawet nieźle w nich wygląda. Nie mogę sobie
go wyobrazić w prostych włosach. Dobra, zmieńmy temat. Gdy
weszliśmy do hotelu gdzie mieliśmy mieszkać przez najbliższe trzy
tygodnie niektórzy uczniowie najwyraźniej nie byli zadowoleni. Ale
ja cieszyłem się, że padło na to miejsce. Przynajmniej jest
zadbany, a co najważniejsze jest blisko Wieży Eiffla. Pokoje miały
być pięcioosobowe, ale recepcjonistka poinformowała nas, że
większość jest zajęta, więc zostały nam dwuosobowe. Najgorsze
było to, że nie mogliśmy dobrać się sami. Nawet nie wiem kogo
bym wybrał. Przyjaciół nie mam, a Harry pewnie byłby ze swoim
kuzynem. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś wymienia moje
nazwisko.
-
Tomlinson. Tobie przypada na trzy najbliższe tygodnie... hmmm... -
pan Jones się rozejrzał – Styles! Tak, będziesz w pokoju ze
Stylesem. - Później mamy...- Jones kontynuował, ale ja nie
słuchałem, bo myślałem jak rozpocząć kolejną rozmowę ze swoim
przyszłym współlokatorem.
*__*
Ok , ok, tak wiem trochę długo to trwało, ale myślę, że nic się nie stało, bo i tak nikt tego nie czyta. Zresztą uważam, że to ff nie odniesie jakiegoś większego sukcesu i jak już, to przeczyta to jakaś mała garstka osób... Ale i tak jeśli ktoś to przeczyta to proszę o komentarz, choćby krótki, żebym wiedziała, że mam w ogóle dla kogo pisać. Bo sama dla siebie to mogę to sobie ułożyć w głowie... Wiem, że krótkie rozdziały, ale jestem początkująca i mój mózg nie wyrabia :) No dobra nie będę się zbyt rozpisywać... Pozdrawiam was wszystkich :*
Marchewkowy Larry ☺
poniedziałek, 7 lipca 2014
_PROLOG_
*Harry*
Siedziałem samotnie w samolocie słuchając swoich ulubionych piosenek i rozmyślając o wszystkim i o niczym. Wycieczka do Paryża. Nareszcie. Nagle poczułem, że ktoś delikatnie dotyka mojego ramienia.
-Wolne?- spytał chłopak, którego znałem ze szkoły. Znałem? Każdy go znał. Louis Tomlinson to najsławniejszy koleś w szkole. Swoją drogą bardzo seksowny, podobał mi się od dłuższego czasu. Miał na głowie ten swój oryginalny artystyczny nieład i niebieskie oczy, które tak cholernie mi się podobały. Kto by na niego nie leciał?
-Jasne, siadaj- odpowiedziałem i zarumieniłem się. Nie byłem zbyt śmiały, przyjaciół też nie miałem wielu. Właściwie to tylko dwóch: Nialla i Zayna. Jeśli tego drugiego mogłem nazwać przyjacielem, bo był on chłopakiem blondyna,ale i tak spędzałem z nim dużo czasu. Ale wracając do tematu: zaskoczyło mnie to, że Louis chciał usiąść razem ze mną. Przecież miał dziesiątki przyjaciół. To co zawsze mnie w nim zadziwiało to to, że nie miał dziewczyny, chociaż wszystkie na niego leciały.
-Ty jesteś Harry? Harry Styles?- zapytał mnie towarzysz.
-Tak.- użyłem zdawkowej odpowiedzi cały czas wpatrując się w wyświetlacz swojego telefonu. Poczułem, że znów się rumienię. Właściwie to skąd on znał moje imię?
- Widzę, że nie jesteś zbyt rozmowny- odparł Louis lecz nie usłyszał mojej odpowiedzi.
- Drodzy Państwo, prosimy zapiąć pasy, podchodzimy do startowania. -Usłyszeliśmy głos stewardesy. Wyjąłem słuchawki z uszu pewnym ruchem dłoni i odłożyłem telefon do plecaka, przedtem wyłączając go. Zapiąłem pasy i zobaczyłem, że mój towarzysz robi to samo. Nigdy nie leciałem samolotem, więc trochę się bałem. Położyłem swoją dłoń na podłokietniku. Zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby gdy samolot ruszył. Nagle poczułem czyjąś dłoń na swojej. Powoli podniosłem powieki i ujrzałem widok, który bardzo mnie zaskoczył. Lou złapał mnie za rękę i zacisnął powieki. Wyglądał słodko. Chwila. Ugh, rumienię się nawet myśląc o nim? Nieważne. Nawet nie zauważyłem kiedy znaleźliśmy się na górze. Po chwili zdałem sobie sprawę z tego, iż chłopak otworzył oczy i wpatrywał się nimi we mnie tak jak ja w niego.
- Coś nie tak?- zapytał chłopak. Spojrzałem na nasze złączone ręce. - Oh, sory. Nie lubię latać samolotami. Nie mów nikomu, ale boję się latać.- Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłem gest. - Możesz wszystkim powiedzieć, ale ja też- odpowiedziałem mu z uśmiechem.
- Czyli jednak umiesz prowadzić konwersację- bardziej stwierdził niż zapytał.
- Chyba tak- powiedziałem, a na mojej twarzy pokazał się jeszcze większy banan niż przed chwilą. Resztę podróży przemilczeliśmy. Kiedy stewardesa poinformowała nas o lądowaniu ponownie zapiąłem pasy, które odpiąłem gdy wnieśliśmy się w górę jakąś godzinę temu. Moja ręka powędrowała tam gdzie wcześniej i znów poczułem czyjąś ciepłą dłoń na swojej. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem.
-Wylądowaliśmy- usłyszałem miły głos pracownicy samolotu. Mówiła coś jeszcze, ale nie słuchałem jej, ponieważ w tym momencie myślałem tylko o tym, by jak najszybciej wyjść z tej piekielnej maszyny.
*__*
Prolog mojego pierwszego fanfiction. Może komuś się spodoba. Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle przeczyta. Zostawiajcie komentarze :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)