*Harry*
Nie mogłem w to
uwierzyć. Przez najbliższe trzy tygodnie będę dzielił pokój z
Louisem! Nie to, że się nie cieszę, bo w duchu cały się trzęsę
z radości, ale jednak miałem nadzieję, że będę w pokoju z
Mattym. Do niego mam przynajmniej zaufanie, że nic mi nie zrobi (no
prawie, bo obawiam się, że on może być niebezpieczny dla siebie i
otoczenia), a Lou? Bóg jedyny wie po co się tak do mnie
przyczepił... Lubię go, ale nie mam pewności, że w nocy nie
okradnie mnie, albo nie zgwałci... Dobra, to drugie jest nierealne,
ale wiecie o co mi chodzi. Odszukałem wzrokiem Matty'ego. Chyba
trafił mu się Stan, bo teraz zawzięcie o czymś dyskutowali.
Niestety nie mogłem ich usłyszeć, bo stali na drugim końcu
korytarza, a tłum ludzi zagłuszał ich. Postanowiłem spojrzeć na
Louisa. Chłopak stał obok mnie uśmiechnięty od ucha do ucha
bawiąc się rąbkiem mojej czerwonej koszuli, zawiązanej rękawami
wokół pasa. Lou skierował swoje niebieskie tęczówki na moją
twarz.
- Mogę zapytać Cię co
robisz z moją koszulą?- zapytałem i posłałem mu zdziwione
spojrzenie.
- Nic... - szybko puścił
moją koszulę ze skruszoną miną – przepraszam – dopowiedział
spuszczając wzrok.
- Okej, nic się nie stało.-
uśmiechnąłem się i po chwili zostałem obdarowany tym samym. Nie
trwało to długo, bo kilka sekund później podszedł do nas pan
Fitz. Spojrzał najpierw na mnie, a później na Louisa
- Trzecie piętro –
powiedział podając mi klucz – współczuję...nie ma windy.-
dodał po chwili.
Spojrzałem na Louisa, jego
uśmiech już nie był taki szeroki. Wyrwał mi z ręki klucz i
spojrzał na niego. W pewnym momencie zaczął się śmiać zginając
się w pół. Szturchnąłem go lekko w ramie, bo zorientowałem się,
że patrzy na nas cała wycieczka. Lou momentalnie przestał wydawać
z siebie jakiekolwiek odgłosy.
- Co Cię tak bawi?-
zapytałem ze zdezorientowaniem w głosie. Pokazał mi klucz z
wielkim bananem na twarzy. Spojrzałem na niego i też zacząłem się
śmiać.
- Sze... sze...
sześćdziesiąt dziewięć? - próbowałem powiedzieć przez łzy.
- No nieźle nie? My to mamy
farta, lol.
- Dobra, chodź – moje
próby uspokojenia się były coraz bardziej nieudane, ale podniosłem
walizkę i ruszyłem w stronę schodów.
*Louis*
No nareszcie! Harry ze mną
rozmawia! No i nawet się ze mną pośmiał. No dobra muszę przestać
ciągle o nim myśleć... On zaprząta mój cały umysł. Po
przejściu jakichś 100 schodów byłem wyczerpany, a został nam
jeszcze cały korytarz do pokonania... Wydawało mi się, że ma
jakieś 5 kilometrów ( miał niecałe 100 metrów, ale pomińmy ten
fakt). Szedłem za Harrym ciągnąc swoją walizkę. Nagle chłopak
zatrzymał się przed drzwiami. Omal na niego nie wpadłem. Spojrzał
na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Chyba się zarumieniłem... Zrobiło
się trochę niezręcznie, cofnąłem się o dwa kroki do tyłu.
Harry wyciągnął rękę do drzwi i otworzył zamek, przekręcając
klucz. Weszliśmy do pokoju i zanim zdążyłem się obejrzeć mój
„współlokator” skoczył na łóżko pod ścianą.
- Zamawiam! - krzyknął –
jest moje! - dodał z uśmiechem na twarzy. Spostrzegłem drugie
łóżko pod oknem. Podszedłem do niego i położyłem na nim swoją
walizkę.
*__*
No więc, drugi rozdział! Postanowiłam, że od tej pory to fanfiction piszę TYLKO I WYŁĄCZNIE dla mojej kochanej Wiktorii, która z chęcią (mam nadzieję :/ ) czyta moje wypociny. Dziękuję Wiktoria, i dedykuję to opowiadanie tobie :*. A tak w ogóle to myślę, że napiszę całe opowiadanie jako Harry, bo jakoś mi nie idzie z punktu widzenia Lou... pozdrawiam :>